piątek, 22 listopada 2013

Historia 3


Nowe opowiadanko.

Mam nadzieję, że podobają wam się moje opowieści, więc opowiedzcie mi coś o tym w komentarzach, jeśli możecie. Będzie to dla mnie zaszczyt xD

No, ale przejdźmy do rzeczy. Dodam króciutki utwór, nie mam na razie weny twórczej.

Emily i Louis są razem na warcie, bo tak wybrała ich Lucy. Teraz Emily przechodzi sama wokół namiotów.

Emily usłyszała kroki za sobą, a potem ciche chrząknięcie. Szedł obok. "Ale po co on to robi? Przecież mógłby sobie siedzieć pod drzewem i chrapać, nie naskarżyłabym komendantowi." - zastanowiła się przez chwilę Emily i spojrzała w górę, na gwiaździste niebo oświetlone księżycem w pełni. Louis ziewnął, a potem nieco dyskretniej zrobiła to Emily. Szli w milczeniu i zrobili dziesięć okrążeń wokół placu apelowego. Potem Louis przystanął.
 - Poczekaj. - szepnął przytrzymując ręką Emily. - Słyszysz to? - wyszeptał najciszej jak mógł.
Emily wsłuchała się w nocną ciszę, jednak słyszała tylko skrzypienie drzew. Pokiwała głową, że nie słyszy, a potem Louis złapał ją za rękę i pociągnął za sobą. Dziewczyna chciała zapytać, co robi, ale chłopak zasłonił jej usta ręką i wskazał palcem w krzaki. Faktycznie coś się tam poruszało, ale słychać było tylko głuche pojękiwania i jakby miauczenie. Emily zdjęła rękę Louisa ze swoich ust a on przybliżył palec do buzi na znak, żeby zachować się bardzo cicho.
Podeszli nieco bliżej, zauważyli cętki i plamy krwi. Wstrzymali oddech, a Emily podeszła bez obaw bliżej.
Matka leżała martwa i miała pocisk w żebrach. Na niej raczkowały trzy, śliczne, młode rysie, wyglądające jak nowo narodzone. Emily powiedziała Louisowi, żeby pobiegł do drużynowej i powiedział o zdarzeniu, a ona zostanie przy kociętach. Ponieważ Było ciemno i Emily nie chciała zgubić młodych rysi, wzięła je na ręce. Podwinęła długi płaszcz do góry, aby zrobić coś w rodzaju koszyka. Włożyła kociaki do środka przytrzymując je ręką. Jeszcze raz obejrzała się za matką rysi. Mimo, że była twarda i zerce miała z kamienia, w oczach Emily pojawiły się łzy. Potem przybiegła pielęgniarka, drużynowa i Louis. Potem ku zdziwieniu wszystkich łącznie z kociętami, przybiegła zaspana Lucy. Zobaczyła zakrwawioną trawę i rysia, a potem kocięta, wycofała się, mówiąc, że może już sobie pójdzie i bezwładnie opadła na ziemię. Zemdlała, ale przejęła się wym tylko pielęgniarka.
Reszta poszła do namiotu z kartonami, pudłami i innymi klatkami.
 - Myślę, że to będzie idealne. - powiedział Louis wskazując przestrzenne pudło z małymi, okrągłymi dziurami.
Wzięli pudło a Emily włożyła do niego ostrożnie kocięta. Potem poszli do kuchni i wzięli mleko. zauważyli tam butelkę dziecięcą, trochę poniszczoną i pękniętą. Skleili ją taśmą i nalali do niej mleka. Emily nakarmiła  rysie i powiedziała, że koty mogą spać w namiocie jej zastępu.
Nim się zorientowali, była już pierwsza. Wrócili do namiotów, a Emily tuż po wyłożeniu pudła ciepłym kocem, położyła się spać. Usłyszała przez sen jak Lucy szamotała się i wchodziła pod śpiwór.

       
Dzisiaj króciutko, wiem, trochę dziwne te rysie. No, ale coś musiało się wydarzyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz