Historia 4
Emily, Louis i reszta położyli się spać po znalezieniu rysi i zostawieniu ich w bezpiecznym miejscu.
Teraz jest nowy dzień.
Wszystkie dziewczyny obudziły się pierwsze. Najpierw Lucy, którą przepełniała energia, potem Kate, Susan i Anne, które obudziła Lucy wraz ze swoją przyjaciółką, a na samym końcu leniwiec - Emily. Wstała tylko dlatego, że była pobudka i zaraz mieli iść na ich pierwsze śniadanie.
- Emily, wstawaj! Czekamy na Ciebie! - rozległ się chórek osób, które chciały obudzić spóźnialskich - Czy ktoś jeszcze śpi? Zaraz, przeliczymy ich..
Dziewczyna ociągając się, o dziwo stanęła na nogach. Była w piżamie, a jej włosy był przetłuszczone. Wyglądała okropnie, ale nie przejęła się tym.
- Idę, idę.. - powiedziała zakładając swoje czarne, błyszczące glany.
Podekscytowana Lucy podbiegła od razu do Emily jakby znały się od zawsze i uścisnęła jej rękę ciągnąc ją do szeregu.
Przed szeregiem stała drużynowa. Chyba była zezłoszczona, bo miała wredny wyraz twarzy.
- Emily Andrus. - rzekła, jakby wygłaszała poważną mowę. - Spóźniłaś się 10 mi... - urwała i spojrzała na zegarek - 11 minut i 14 sekund. Reszta poszła już na śniadanie, ale dziewczyny z twojego zastępu uparły się, by zostać. Jak się wytłumaczysz? - powiedziała patrząc wyniośle na Emily, która jak dotychczas przewracała oczami.
- To wszystko przez wczorajszą wartę, druhno. - powiedziała spokojnie - Zamiast spać, ratowaliśmy młode rysie, które..
- Dość tego! Młode rysie, przedłużona warta.. Dobrze się czujesz? - przerwała jej drużynowa. Prychnęła pogardliwie. - Baczność! Spocznij. W szeregu frontem na mnie zbiórka!
Dziewczyny w mig ustawiły się, i od razu stały wyprostowane przed druhną.
- Za mną marsz.
Rozległy się ciche chichoty, prócz Emily, która szła jak zwykle ze spuszczoną głową i rękami w kieszeniach czarnej bluzy z czaszką.
Gdy były już na miejscu, Emily jak zwykle usiadła na końcu podjadając jabłka, czerwone jak rubiny. Wtem podbiegł do niej Louis z tacą pełną jedzenia i przysiadł się obok.
- Hej, wiesz, że ta matka była z Parku Narodowego? Zaraz przyjedzie Straż Zwierzęca i zabierze te urocze kociaki. - powiedział jedząc kanapkę z serem. Emily spojrzała tylko na niego ponuro. Zaczęła jeść kolejne jabłko, wyrzucając żółty już ogryzek za siebie.
- Kto to zrobił?! - rozległ się głos świadczący o osobie, która chciała zabić tego, kto rzucił w nią ogryzkiem.
- Ona! Patrz, ta dziewczyna, co zawsze chodzi sama! - odpowiedział ktoś inny i rozległ się śmiech, a cała sala wpatrzyła się w jedyny punkt - Emily, która wiedziała już, co ją czeka.
Dosyć masywny chłopak, o głowę wyższy niż Emily i Louis, ogolony na łyso, podszedł do dziewczyny. Rzucił w nią ogryzkiem i głośno beknął, wprost na nią.
Emily uniknęła zabójczo śmierdzącego gazu, który wydobył się właśnie z otworu gębowego chłopca o imieniu "Carlo". Zamachnęła się na niego ręką dając mu "prawego sierpowego" prosto w twarz.
- Szuja. - warknęła cicho. Potem dobiła go jeszcze trochę glanem, a ten, skulony z bólu, wrócił na swoje miejsce z obolałą, czerwoną jak burak twarzą. Emily usiadła na swoje miejsce, obok Louisa.
Wszyscy osłupieli, ale na szczęście nikt z kadry tego nie zauważył. Dziewczyna jakby nigdy nic zaczęła jeść kolejne jabłko, za każdym razem specjalnie wyrzucając za siebie ogryzek.
Dzisiaj króciutko, przepraszam za tak wielką przerwę w pisaniu i życzę miłego czytania na ten weekend! ;)
Dawno tu nie zaglądałam, ale mam nadzieję, że masz wielu czytelników...
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawie rozwinęłaś wątek z postacią Emyli, to właśnie ją lubie najbardziej
Czytam i czytam to w kółko i mam nadzieję, że coś jeszcze napiszesz?
Co do długości rozdziałów to mi pasuje, tak jak jest...
Pozdrawiam
Ps: Kim ja jestem to pewno wiesz, a jak nie to zagadka dla Ciebie i mała podpowiedzieć - jestem blisko Ciebie pięć dni w tygodniu u mnie znasz