czwartek, 21 listopada 2013

Historia 2



Kolejna historia, akurat dziś mam wenę.

Tak dla przypomnienia:
Była alarm mundurowy, wszyscy rzucili się pędem do toreb i walizek.
Wszyscy zebrali się na placu apelowym.

Jak zwykle większość sprawdzała swoje umundurowanie. Emily miała krzywo założone getry, beret Kate się zsuwał, Susan zapomniała, że na apel nie zakłada się koturnów, a Lucy i Mary założyły zamiast spódnicy legginsy. Tylko Anne pamiętała o tym, żeby zapiąć pas harcerski.

Gdy już ustawili się w dwuszeregach, zaśpiewali hymn, komendant był już po przemowie i praktycznie mogli skończyć apel, ale nagle z dwuszeregu zuchów wyszedł Krzyś, który płacząc najwyraźniej chciał dać wszystkim do zrozumienia, że istnieje.
- Krzyś, natychmiast wracaj do szeregu! Co ty robisz?! - rozległ się szept druhny Oli, która była drużynową gromady Krzysia.
Krzyś przestał płakać, ale całą twarz miał czerwoną i spuchniętą. Pare razy pociągnął nosem, a potem spojrzał na wszystkich, jakby właśnie się urodził.
- Cóż się stało Krzysztofie, że śmiałeś wyjść z dwuszeregu i zakłócić ciszę? - powiedziała surowym, ale spokojnym głosem komendantka.
Krzyś jeszcze raz pociągnął nosem, a potem spojrzał druhnie prosto w oczy i wyjąkał:
- Ja.. Jja.. Ja zz - pociągnął nosem, a potem dodał drżącym głosem - Zzapomniał - łem..
- Mów w końcu czego zapomniałeś i nie płacz! - burknął nieco zniecierpliwiony komendant z irytacją.
- Zapo.. Zapomniałem Kapitana Majtasa..
Wszyscy zachichotali, nie wiedząc, czy chodzi o sławną książkę czy o coś innego. Tylko komendantka wyszła na środek i wskazała palcem Krzysia.
- Czy ty sobie żarty stroisz? Zabawnie tak zwracać uwagę swoją głupotą? - prychnęła i dodała nieco ciszej - Widzimy się jutro tuż po śniadaniu w moim namiocie, drogie dziecko. - Wróciła na swoje miejsce i pokiwała głową. - Rozejść się! - krzyknęła nadal patrząc na Krzysia.
Wszyscy wrócili do namiotów obgadując Krzysia i całą sytuację.

DALSZA CZĘŚĆ

  Emily mieszkała jak na złość razem ze wszystkimi dziewczynami. Lucy i Mary ciągle gadały o modzie, słodkich kucykach i pieskach.
"Zachowują się jak pięciolatki. Zwłaszcza Lucy.. Plastik." - mruknęła widząc jak Lucy nakłada na siebie fluid i puder prezentując źle zrobiony makijaż.
Wtem do namiotu wpadł Louis, który zawsze na początku obozu odwiedzał namiot dziewczyn.
- Siemanko. - powiedział machając ręką i uśmiechając się. Usiadł na kanadyjce Emily tuż obok niej a ona tylko mruknęła ponure "Hej" i odwróciła głowę. Poczuła jak rumieńce wstąpiły na jej twarz i wolała to ukryć.
- Hej, Lou! - powiedziała słodkim i piskliwym głosem kładąc dłoń na ramieniu chłopaka trzepocząc przy tym rzęsami jak szalona. Usiadła obok niego a Emily wstała i wyszła z namiotu pozostawiając romantyczną Lucy razem z Louisem. Po prostu nie lubiła przebywać w towarzystwie piskliwych nastolatek.
Louis próbował wstać i dogonić dziewczynę, ale Lucy powstrzymała go. Zachichotała równie słodko jak przedtem i wyciągnęła ręce w kierunku chłopaka.
- Brr. Ale zimno! - powiedziała uśmiechając się. Odchrząknęła znacząco, a jej mina nagle spochmurniała. Jednak szybko otrząsnęła się i powróciła do słodziutkiego uśmieszku i nadal trzepocząc rzęsami powiedziała:
- Przytul się! No już, bo zamarznę. - uścisnęła Louisa, który zrobił oczy jak sowa i wrzasnął wydobywając się z objęć dziewczyny.
- Prze.. Przepraszam.. Ja muszę już.. Iść. Tak, muszę iść. Paa! - powiedział patrząc przestraszony na Lucy, która zdziwiona kiwała głową i nie spuszczała z niego wzroku. W końcu wtuliła się w poduszkę i zaczęła ryczeć niczym Krzyś. Louis usłyszał za sobą jęki i płacz dziewczyny, jednak tylko wzruszył ramionami i przewrócił oczami, co nie było w jego stylu.
Emily w tym czasie chodziła po lesie kopiąc kamienie. Założyła słuchawki i wsłuchała się w utwór muzyczny.
Spacerowała tak około godziny, aż zrobiło  się ciemno i postanowiła wrócić do namiotu.
Anne siedziała na pniu obok Susan i uśmiechając się rysowały psa, który pokazany był na tablecie Susan. Wtem Anne popatrzyła na tablet, na którym coraz szybciej zaczęły ukazywać się krople wody, coraz większe i większe.
- Susan, chyba pada. - powiedziała szturchając po ręce niebieskowłosą, która akurat kończyła rysować oczy.
- Hm? - mruknęła zdezorientowana, spojrzała na tablet i schowała go do pokrowca razem z notesem. - Chodź, idziemy. Nie chcę zmoknąć, pobrudzą mi się buty. - odparła samolubnie a potem parsknęła śmiechem.

  Do namiotu weszła drużynowa, usiadła obok zalanej łzami Lucy i zgarnęła z jej buzi mokre włosy. Potem wstała i powiedziała:
- Dzisiaj musimy ustalić wartę. Tak, nie jestem tym zachwycona pewnie jak i wy, ale tak powiedział komendant, więc tak musi być.
Chrząknęła słysząc odgłosy typu "No nie, co roku to samo.." i Lucy, która pociągnęła nosem i krzyknęła do drużynowej.
- A niech sobie będzie Emily i Louis! W końcu tak się lubią.. - tutaj zatrzepotała mokrymi od płaczu rzęsami,  pod którymi malował się częściowo zmyty tusz i cień do powiek, a Emily spojrzała na nią z nienawiścią.
Drużynowa zapisała wszystko w notesie potakując głową.
- Świetnie. No to Emily, zbieraj się, masz wartę o północy, jest.. - tutaj spojrzała na zegarek -  Jest jedenasta pięćdziesiąt a warta trwa dwie godziny. - odparła wychodząc z namiotu.
Emily burknęła zirytowana "Super". Spojrzała na Lucy, podeszła do niej i powiedziała:
- Musiałaś to robić? - wysyczała - W końcu chyba ty wolałabyś mieć z nim wartę.
-  Cóż, ale ja to robię dla twojego dobra. Louis jest taki cudowny!
Emily tylko obróciła się gwałtownie i przechodząc do torby z kurtką i szalikami trąciła łokciem rękę Lucy.
 - Ups, przypadkowo. - powiedziała ironicznie i ubrała się ciepło.
Potem wyszła z namiotu i widząc Louisa, który szedł w jej kierunku spuściła głowę w dół. Zaczęła iść wokół placu apelowego. Wcale nie chciała chodzić przez dwie godziny z chłopakiem, wolała już chodzić sama.

       Wiem, że kończę w najgorszym momencie, ale nie mam już weny..                       

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz